środa, 28 marca 2018

Seminarium z Marią Brandel, 24-25/03/2018


O Marii Brandel słyszałam już dawno, przedstawiano ją jako guru europejskiego obedience. W Polsce nie udało mi się uczestniczyć w żadnym jej seminarium, tym chętniej zapisałam się na wydarzenie organizowane w okolicach Londynu. Mieliśmy różne przygody z samochodem, koniec końców jednak udało nam się dotrzeć na miejsce w sobotę w okolicach południa. Niedługo po przyjeździe, wchodziliśmy z Nitem na pierwsze wejście. Długo myślałam, nad czym będziemy tym razem pracować i postanowiłam w końcu wyjść ze swojej strefy komfortu, podkulić ogon, nastawić drugi policzek i wystawić na światło dzienne nasze prawdziwe problemy. Wbrew pozorom to nie jest takie proste, przynajmniej dla mnie. Zawsze szlifujemy jakieś szczegóły, typu przyspieszenie do wysyłania naprzód czy stabilne trzymanie koziołka. Z dwóch powodów, po pierwsze wstyd mi przyznać nawet przed samą sobą, że mamy poważny problem; a po drugie zbyt wielu trenerów nie wykazało się wystarczającą wiedzą, by mi pomóc. Zbyt wielu trenerów próbowało stosować na Nitrze sposoby tak doskonale działające na maliniaki i bordery, ale już niekoniecznie na leniwe mini moloski. Podczas sobotniego wejścia powiedziałam Marii, że Nitek jest czystej krwi showowej, że w jego rodowodzie nie ma ani jednego psa pracującego, więc musimy dostosować trening do jego możliwości. Maria roześmiała się i powiedziała, że to, że Nitu jest psem wystawowym oznacza tylko tyle, że muszę pracować dwa razy mocniej niż inni. Nic więcej. Kupiła mnie tym <3.

W sobotę pracowaliśmy nad motywacją. Powiedziałam Marii, że właściwie to mamy wszystkie puzzle, tylko nie umiemy z nich złożyć obrazka. Maria poprosiła, bym pokazała jak pracujemy. Zwróciła uwagę na to, że zaczynam z psem nie gotowym do pracy. I za krótko nagradzam. Maria uważa, że wydanie psu komendy, to taka mini nagroda dla psa. I powinna być wydana dopiero, gdy pies na nią zasłuży. Zresztą Maria uwielbia nagradzać psa za jego zachowanie między ćwiczeniami, za jego podejście do treningu, za radość i motywację. Między ćwiczeniami pies powinien podążać za przewodnikiem przy nodze, po przyjęciu postawy zasadniczej, pies jest gotowy do następnego ćwiczenia. Pies nigdy nie powinien przerywać pracy, nagradzanie nie jest przerwą w ćwiczeniach, jest czasem aktywności psa. Od początku treningów, od szczeniaka do poźnej psiej starości, precyzja powinna zajmować miejsce drugie w priorytetach przewodnika. Miejsce pierwsze zarezerwowane jest dla zaangażowanie psa w pracę. Pies musi być zaangażowany w pracę od początku do końca treningu, jedną z istotniejszych zasad jest "if you want something, do something", czyli pies musi zawsze zapracować na nagrodę. Nagrody służą nie tylko do nagradzania psa, ale również do budowania jego nastroju. Zanim nagrodzimy psa, powinniśmy zapytać siebie, co wzmacniamy w danym momencie. Jeśli szybkość, nagradzamy w ruchu. Jeśli koncentrację, nagradzamy w pozycji. Trzeba nauczyć psa, żeby odpowiednie emocje towarzyszyły każdemy z ćwiczeń indywidualnie. Miliony powtórzeń wyrabiają nie tylko pamięć mięśniową, ale również pamięć emocjonalną. Należy pamiętać, że wszystko, co pies robi, jest treningiem. Każde zerwanie warowania w przerwie, każde podbiegnięcie do obserwatorów, każda ucieczka z piłką - to wszystko pies sobie utrwala dokładnie tak dobrze, jak nasze wzmacniane ćwiczenia. Ważne jest, by od początku budować odpowiednie nawyki. Dlatego staramy się nie pozwalać psu na pomyłki, pomagamy mu tak bardzo, jak tego potrzebuje. Pies musi mieć czystą głowę i stuprocentową pewność jak wygląda wykonanie każdego polecenia. Maria zaleciła mi zaczynać trening od solidnej porcji nagradzania w ruchu, a potem zaczynać ćwiczenie i nagradzać psie zaangażowanie. Gdy nagradzam intensywnie przed i po ćwiczeniu, Nitek potrafi pracować całkiem długo. Czyli zanim wydam pierwszą komendę, wprowadzam psa w euforię :).



W sobotę wieczorem Maria poprowadziła dla nas bardzo pouczający wykład. Było na tyle ciekawie, że nawet mój mąż (mający psy i ich szkolenie w głębokim poważaniu) był zafascynowany. W kilku słowach:
- gdy zaczynamy pracę ze szczeniakiem, skupiamy się na trzech rzeczach. Po pierwsze od początku nagroda goni nagrodę. Po podaniu smaka, cofamy się kilka kroków i gdy tylko szczeniak zrobi jeden krok w naszą stronę, wyciągamy rękę ze smaczkiem i cofając się nagradzamy psa aktywnym wyjadaniem. Nagradzamy psa za podążanie za przewodnikiem i wracanie do nas błyskawicznie po podaniu nagrody. Po drugie karmimy szczeniaka naprzemiennie z dwóch rąk w pozycji "do mnie". Budujemy dobre relacje w przywołaniu. Po trzecie naprowadzamy szczeniaka do pozycji przy nodze i tam karmimy. Budujemy dobre emocje w pozycji przy nodze. 
- pies lubi tylko te ćwiczenia, które rozumie. Bo wtedy wie, co ma zrobić, by zasłużyć na nagrodę. 
- jeśli pies traci zainteresowanie, należy uciec od niego w bok i pozytywnie zaznaczyć błąd (UPS, straciłeś szansę na nagrodę, a ja wygrałam i się bawię piłką sama i jest super)
- należy układać plany na trening z psem, ale również na trening dla przewodnika. Należy zaplanować nie więcej niż pięć rzeczy do przećwiczenia na okres sześciu - ośmiu tygodni, ustalić sobie cele i się z nich uczciwie rozliczyć. 
- na trening składają się trzy rzeczy: zaangażowanie w pracę, prezycja wykonania oraz trenowanie wszystkiego, co spotka nas na zawodach (wejście na ring, przejście między ćwiczeniami, taśmy, ludzie, psy, pachołki). Najwięcej uwagi powinien zająć nam punkt pierwszy, potem trzeci, na końcu drugi. Czasem treningi powinny zajmować się w 100% z zabawy. Czasem 90%, następny 70%, 60%, 95% itp.
- pies musi być z nami duchem od początku do końca, na 100%. Sesje powinny być krótkie, ale intensywne (szczególnie przy psie o niskim popędzie). To daje psu kolejny dobry nawyk. My też musimy być zaangażowani na 100%. Nie spuszczamy z psa wzroku ani nie odwracamy od niego uwagi przez cały czas. Trening zaczyna i kończy się wyraźnymi granicami. Pies zaczyna trening sam, oferując nam chęć do pracy, a kończymy trening my, komendą KONIEC np. 
- nie usuwamy ze środowiska rozproszeń, tylko ułatwiamy psu zadanie, które ma wykonać
- trzeba się pilnować, by nie nagradzać psa w tym samym miejscu więcej niż dwa razy. Inaczej pies będzie oczekiwał nagrody w konkretnym miejscu, więc będzie tam zwalniał i oczekiwał na klik. 
- za każdym razem, kiedy pies wypluwa zabawkę, traci ona na wartości. Nie powinniśmy do tego dopuszczać. 


Wieczorem poszliśmy do pubu i wcale nie gadaliśmy o psach. Zmordowani wróciliśmy do hotelu około północy i padliśmy na łóżko. W nocy, między drugą a trzecią, ktoś ukradł nam godzinę snu. Jak o 06:30 zadzwonił budzik, byliśmy nieprzytomni. Z zamkniętymi oczami wymeldowaliśmy się z hotelu, kupiliśmy kawę na wynos i pojechaliśmy na miejsce seminarium. Oczywiścier dotarliśmy spóźnieni. Cały ten wyjazd upłynął nam pod znakiem stresu, zmęczenia i wiecznych spóźnień. Ale było warto!

W niedzielę wciąż szlifowaliśmy nagradzanie w chodzeniu przy nodze oraz zabraliśmy się za naszą piętę achillesową - odłożenie w pozycji waruj. Przez to ćwiczenie udało mi się osiwieć. Nitro potrafi zostać do 3 i pół minuty, ale czasem wstaje po kilkunastu sekundach, czasem po kilku minutach, czasem leży do końca. Zdecydowanie nie rozumie idei zostawania, czyli leżenia dopóki nie usłyszy komendy zwalniającej. To wszystko opowiedziałam Marii, a ona pokazała mi rozwiązanie. To nie jest tak, że jej rady usłyszałam pierwszy raz w życiu lub były dla mnie szokujące. Nie, ale wytłumaczyła mi dlaczego tak, a nie inaczej i udowodniła, że ta metoda doskonale działa na Nitra. Otóż:
- po wydaniu komendu psu, nie mogę spuścić go z oka dopóki na 100% nie będę pewna, że się nie ruszy. To dotyczy również odchodzenia od leżącego psa, mam odchodzić tyłem.
- zanim odejdę mam upewnić się, za pomocą samokontroli, czy pies rozumie co ma robić. Za każdym razem zaczynając ćwiczenie, kilkukrotnie w ciągu odłożenia oraz tuż przed nagrodzeniem, mam upewniać się samokontrolą czy pies wie, co ma robić. Tak, jakbym go pytała "Czy naprawdę wiesz, co oznacza PLATZ?". To powoduje w głowie Nitra klarowny obraz czego od niego oczekuję i za co zostanie nagrodzone.
- ćwiczyć należy trzy rzeczy (oczywiście osobno): czas, odległość i rozproszenia. Pies musi ze spokojem leżeć w każdej sytuacji, ma mieć poczucie, że cokolwiek się na świecie dzieje w czasie jego odłożenia, to jest test jego rozumienia komendy. I ma z tego wychodzić z sukcesem.
- każde rozproszenia, odległości, samokontrole, mają być przerywane coraz dłuższym moim staniem  nieruchomo naprzeciwko psa. Pozycję docelową pies też musi rozpoznawać jako test, który zda, bo wie, jak wygrać. Spokojnie od początku można wplatać moje znikanie z zasięgu wzroku Nita, wychodzenie z domu, zniknięcie za rogiem itp. Najlepiej ćwiczyć znikanie za samochodem, bo można wtedy obserwować zachowanie psa, będąc poza zasięgiem jego wzroku
- jeśli pies zerwie komendę, należy zareagować natychmiast podając psu komendę słowną i optyczną. Optyczna to zaciśnięcie pięści ze smakołykiem w ręku, natomiast słowna to UPS wypowiedziane obojętnym tonem. Powracamy do psa, kładziemy go i znów pytamy samokontrolą "Czy na pewno wiesz, co masz robić?"
- ćwiczenie kończymy samokontrolą, nagrodzeniem psa i wydaniem komendy zwalniającej, po której już nic się nie dzieje. Pies nie powinien być nagrodzony po odłożeniu, tylko w trakcie. Po zakończeniu ćwiczenia nie dzieje się nic ciekawego, więc pies wcale na nie nie czeka. Nie ekscytuje się końcem ćwiczenia, bo nagroda następuje tylko w trakcie treningu.
- mam być bardzo kreatywna, zacząć od domowych rozproszeń, kończąc na psach biegających w parku. Nic nie powinno Nitra zerwać z warowania. Dodatkowo mam uważać na zrywanie cywilnej komendy POŁÓŻ. Cywilne zrywanie zostawania przekłada się na sportowe, pomimo różnych komend (od dawna tłucze mi to do głowy moja Aneta).
- odłożenia nigdy nie ćwiczymy samodzielnie, jako jedyną rzecz na treningu, kiedy nasz pies jest pełen energii. Na egzaminach lub zawodach również nie nastąpi ono od razu Nawet jeśli odłożenie będzie pierwszym ćwiczeniem, to przed nim nastąpi wejście na ring/plac, przywitanie się z sędzią, marsz do miejsca zostawania itp.



Poniedziałek był naszym dniem wolnym, odpoczynkiem po ciężkim weekendzie, we wtorek wróciliśmy do krótkich, domowych treningów. Ćwiczyłam czekanie Nitka w luźnej pozycji na przyjęcie przeze mnie postawy zasadnicznej. To ćwiczenie jest wypadkową weekendowego semi (Maria podkreśliła kilkakrotnie jak ważne jest przećwiczenie wszystkich części egzaminu między ćwiczeniami) oraz porad z najlepszej książki o posłuszeństwie sportowym, jaką udało mi się przeczytać - "Succesfull Together". Ćwiczenie zakłada siedzenie psa w luźnej pozycji i stanie przewodnika pod kątem do psa. Przewodnik i pies są rozluźnieni, czekają aż sędzia zacznie egzamin. To ćwiczenie kończy się przyjęciem postawy zasadniczej i wzrostem motywacji u psa, który wie, że nareszcie nagroda jest w jego zasięgu. Po kilku powtórzeniach, suto nagrodzonych polowaniem na smaczki w mojej dłoni, przeszliśmy do treningu odłożenia. Nitro nie spuścił ze mnie wzroku i nie ruszył się nawet o milimetr przez pełne cztery minuty i 15 sekund! Nasz nowy rekord :). Jestem bardzo dumna. M.j wspaniały mąż nakręcił wszystkie nasze wejścia, żebym mogła w chwilach wątpliwości, zajrzeć do filmu. Razem - prawie półtorej godziny treningu. Tylko dla wytrwałych. FILM.

środa, 24 stycznia 2018

Trening z Alexem Lato


W pochmurną sobotę, trzynastego stycznia, udałam się na seminarium prowadzone przez Alexa Lato. Uczestnicy semi podzieleni byli na dwie grupy. Grupa poranna zajmowała się rozwijaniem umiejętności zabawy przewodnika z psem, natomiast popołudniowa zgromadziła przewodników z psami trenującymi IPO. Z Nitrem zapisaliśmy się na część IPOwą, ale, jako obserwator, z zaciekawieniem uczestniczyłam w zajęciach grupy zabawowej. 

Alex wychodzi z założenia, że wszelkie lęki psa, małe i duże, należy przepracowywać w tych samych warunkach, zwiększając jedynie ich itensyfikację. Zachęca on do oswajania psa od szczeniaka ze wszelkiego rodzaju dźwiękami, o różnych częstotliwościach, głośnych i cichych, wysokich i niskich, regularnych i nagłych. Im więcej szczeniak dźwięków oswoi, tym mniej nerwowo będzie reagował w przyszłości na nieoczekiwane hałasy. Oswajać psa należy poprzez ciągłe wydawanie rzeczonego dźwięku i zachęcanie psa do podebrania smakołyka. W momencie, w którym pies przełamuje lęk i zaczyna wyjadać nagrodę, wszystkie dźwięki ustają. Alex uważa, że tym sposobem pies przekonuje się, że przełamując swój lęk i pobierając nagrodę sprawia, że straszne rzeczy znikają. Podobno w ten sposób można przełamać lęki i nieprawidłowe zachowania w 6 - 8 tygodni. Brzmi fajnie.



Na IPOwej części Nitro pracował bardzo ładnie, równo i zdecydowanie dobrze się bawił. Niestety jego szczekanie było podszyte niepewnością. Mój pies znów przełączał się naprzemiennie z popędu łupu do agresji lękowej. Po treningu Alex odbył ze mną rozmowę, która głęboko zapadła mi w pamięć. Składała się ona z kilku punktów:
- pies ma problem w agresji i to tam jego problem musi być przepracowany. Praca w czystym popędzie łupu to uciekanie od rzeczywistego problemu. Nitro potrzebuje mojej pomocy, by przezwyciężyć swój lęk, bo bez tego każdy trening obrony sposrtowej niesie ze sobą ryzyko, że pies znów przełączy się z łupu w agresję.
- ja mam problem z Nitrem i jego pracą w agresji. Jak tylko w jego szczeku pojawia się stres, ja się od razu spinam i przechodzę w tryb niezadowolenia z treningu. Alex uważa, że niepotrzebnie, bo mój pies nawet, gdy nie czuje się absolutnie komfortowo, wciąż dobrze się bawi i chce kontynuować trening.
- Alex uważa, że potrzebujemy po prostu regularnych treningów obrony z kimś rozsądnym. Powiedział też, że chętnie by się tego wyzwania podjął. Niestety dzieli nas 215 mil, czyli 4 godziny drogi samochodem, więc regularne treningi raczej są nierealne.



Obejrzałam filmik i Nitek rzeczywiście bawił się znakomicie. Małżonek Szanowny trzymał drugi koniec smyczy i o mało co nie wyskoczył z butów, bo zapomniał się zaprzec na początku treningu. Nitu fajnie reagował na komendę aktywującą, pomimo że wprowadziłam ją dopiero kilka tygodni temu. To był fajny trenining. Oto filmy: z pierwszego wejścia <KLIK> i drugiego <KLIK>.


wtorek, 17 października 2017

Semi z Markusem Mohrem

 

W słoneczną, październikową niedzielę w naszym klubie odbyło się seminarium prowadzone przez Markusa Mohra, trenera austriackiego klubu H S T C. Byłam na wielu semi, oglądałam pracę wielu trenerów i nigdy nie byłam bezkrytycznie nastawiona do prezentowanych przez nich metod pracy, tym razem wymiękłam. Zostałam absolutnym fanem Markusa. Na semi oczywiście wybraliśmy się z Nitrem, aczkolwiek więcej wyniosłam jako obserwator tym razem. 

Markus przyjechał do UK na organizowaną w Birmingham Working Dogs Conference, a dzień po niej zawitał do nas. Przyjechał ze swoją żoną - Lydią (również trenerem w HSTC) oraz przyjacielem - tłumaczem Paco. Markus szkoli psy jedynie motywacyjnie/pozytywnie, nie używa elektryki, kolców, ani innych metod awersyjnych. Uważa, że dobrze wyszkolony pies nie potrzebuje korekt. Jeśli pies popełni błąd, trzeba nad tym przejść do porządku dziennego, bo każdy popełnia błędy. Jeśli natomiast pies powtarza błąd, to znaczy, że nie jest wystarczająco dobrze nauczony danego zachowania. Wtedy, należy obniżyć wszelkie emocje i przepracować problem, cofając się do poprzedniego etapu. Psy Markusa noszą szerokie obroże poza placem i łańcuszek treningowy na placu. Komendy mają wydawane ostrym tonem, dosyć głośno, w języku stworzonym do wydawania poleceń, czyli po niemiecku. Od początku szkoli swoje psy spalając miskę, psy jedzą na śladzie lub ćwiczeniach posłuszeństwa, ale nie zgadza się na głodzenie psów. Każdy jego podopieczny ma możliwość codziennego zapracowania na pełną miskę. Markus uważa, że głodny pies, abstrahując od moralnej strony tego problemu, pracuje ze złych pobudek. A to jest kluczowe przy wszystkich egzaminach, zawodach itp. Pies nie może się bać, że zdechnie z głodu, bo to włącza instynkt przetrwania, a wyłącza mózg. Psy w klubie HSTC zaczynają pracę w wieku kilku tygodni, zaraz po odebraniu ich z hodowli. Uczą się tropienia, poszczególnych ćwiczeń z posłuszeństwa oraz całego schematu obrony bez pozoranta. W wieku 6 miesięcy, po wymianie zębów mlecznych na stałe wychodzą na jeden trening z pozorantem, na którym sprawdzany jest ich popęd, czy mają genetycznie przekazane predyspozycje do tego sportu. Jeśli wszystko jest w porządku, psy ćwiczą dalej bez pozoranta. Markus nie zaczyna pracy z pozorantem, dopóki pies nie jest nauczony bezbłędnie całego schematu części C. Nie ma sensu wprowadzanie nowych ćwiczeń psu, który pracuje na podwyższonych emocjach. Pies najpierw musi się nauczyć, potem wyrobić w sobie nawyk, a dopiero później wprowadzane są rozproszenia i inne trudności w pracy. Markus uczy swoje psy całego schematu do IPO-3 bez pozoranta z rękawem, nagradzając psy piłką. Podstawową zasadą w jego treningu jest równowaga między rękawem, piłką, a jedzeniem. Dobrze wyszkolony pies jednakowo pragnie wszystkich tych nagród. Nie czuje się zawiedziony, gdy za konwój tylny, zostaje nagrodzony piłką lub kawałkiem mięsa. Ale po kolei.



Markus uważa, że zarówno PUŚĆ musi być bezkonfliktowe, jak i oszczekanie w rewirze. Dlatego całego ćwiczenia rewirowania wraz  oszczekaniem uczy za pomocą elektronicznej wyrzutni do piłek. Na początek wiesza wyrzutnię do piłek na dachu namiotu nr 6, podchodzi tam z psem i na jego oczach wrzuca piłkę do wyrzutni. Potem przewodnik staje obok psa i nie spuszczając oczu z wyrzutni, cierpliwie czeka. Pies będzie chciał dostać się do piłki na różne sposoby, aż osiągnie taki stan frustracji, że zacznie szczekać. Pierwszy szczek nagrodzony jest natychmiast wyrzutem piłki. Ważne w tym ćwiczeniu, by przewodnik wpatrywał się w wyrzutnię, by pies, gdy poszuka pomocy u przewodnika zauważył, że tamten wgapia się w wyrzutnię jak w boga. Bo tam jest odpowiedź na wszystkie psie bolączki. Wyrzutnia jest absolutnie bezkonfliktowa, nie ma zmiennych nastrojów, nie przeraża psa rozmiarami, nie daje się zastraszyć, reaguje tylko i wyłącznie na oszczekanie. Powoli, przewodnik wycofuje się po jednym kroku, aż osiągnie regulaminową odległość od namiotu. Oczywiście wszystkie kroki podyktowane są komfortem psa w tym ćwiczeniu, jeśli pies traci pewność siebie, przewodnik wraca do etapu poprzedniego, by służyć psu wsparciem. Gdy już opanujemy odległość, wracamy do bliskiego kontaktu z psem i zaczynamy wprowadzać kąty wysłania do rewiru. Powoli oddalamy się coraz bardziej, aż będziemy wysyłać psa z regulaminowej odległości. Potem wracamy do namiotu i zaczynamy uczyć psa odwołania od oszczekania z nagrodą w ręku. I tak pies jest raz nagradzany przez maszynę w rewirze, a raz przez przewodnika po odwołaniu od namiotu. Docelowo wyrzutnia piłek znajduje się w każdym namiocie, pies powinien obiec pięć namiotów, a w szóstym dopiero zrobić oszczekanie. Jeśli jednak do któregoś z pośrednich namiotów pies pobiegnie wyjątkowo szybko i chcemy go nagrodzić, to mamy szansę, wystarczy wcisnąć guzik w pilocie i piłka trafia do psiego pyska. Na każdym etapie wyszkolenia naszego psa, niespodziewanie możemy go nagrodzić za super wykonanie dawno nauczonego ćwiczenia. Oszczekania człowieka uczymy zupełnie osobno, poza namiotem, poza schematem obrony. Potem zaczynamy nakładać człowieka na oszczekanie wyrzutni piłek w namiocie. Człowiek w tym namiocie stoi, ale nie wchodzi z psem w żadne relacje. Pies wciąż jest nagradzany z wyrzutni. Potem obok człowieka znajduje się rękaw na ziemi, nagradzanie wciąż to samo, na koniec w namiocie stoi w pełni ubrany pozorant z rękawem, ale to wszystko wciąż jest tło do wyrzutni. Finalnie likwidujemy wyrzutnię, a pozorant przejmuje rolę wyrzucania piłki psu. Pies nigdy nie dostaje rękawa do ugryzienia w namiocie.



Po rewirze z oszczekaniem, wyprowadzamy psa na miejsce do ćwiczenia ucieczki. Do tego również nie używamy pozoranta. Wypracowujemy z psem schemat, nagradzając wysłaniem psa do przodu - tam, gdzie docelowo będzie uciekał pozorant, a na razie jest to kierunek, w którym leci piłka wystrzelona z wyrzutni w momencie wypowiedzenia komendy przez przewodnika. Tym sposobem ćwiczymy wszystko, co chcemy, spokojne chodzenie przy nodze, spokojne oczekiwanie na komendę oraz błyskawiczny bieg. 



Do trenowania konwoju tylnego i bocznego będzie potrzebny nam drugi człowiek z widoczną piłką, do której psa wysyłamy albo... nie. Bo naszemu psu jest obojętnie czy zostanie nagrodzony piłką widoczną w ręku pomocnika czy wyjętą z kieszeni przez nas. Jak już pies doskonale zna schemat konwoju, ubieramy pozoranta w rękaw i nadal nagradzamy psa piłką. Przy konwoju bocznym prowadzimy pozoranta ubranego w pełny strój z rękawem, który pod prawą pachą ma piłkę i to nią nagradza. To uczy naszego psa nie spuszczania wzroku z pozoranta bez jednoczesnego wychodzenia do przodu i uporczywego zaglądania w stronę rękawa. Dodatkowo do ćwiczeń, kiedy pies ma być przy nodze przewodnika ze wzrokiem wbitym w pozoranta, Markus uczy swoje psy ciągłego  fizycznego kontaktu z nogą przewodnika. Przewodnik robi krok w przód, tył, w bok, a pies przesuwa się wraz z nim, bo stara się cały czas opierać o nogę swojego człowieka. To gwarantuje po pierwsze doskonałą pozycję psa przy nodze podczas konwojów, a po drugie doskonałą reakcję psa na wszelkie zmiany pozycji przewodnika. Dodatkowo, jako bonus, pies może otrzymać delikatną pomoc od przewodnika, kiedy jednocześnie z komendą następuje lekki ruch naszej nogi w stronę psa. Markus tak wysyła swoje psy do długiego ataku. Nie trzyma psów za obrożę na początku ćwiczenia, tylko wydaje komendę do opierania się o nogę. I tak pies spokojnie może obserwować poczynania pozoranta bez rozdzielania uwagi pomiędzy krzyki pozoranta a komendę wydaną przez przewodnika, bo poczuje ją fizycznie. Najbardziej czytelna ze wszystkich wskazówek. 



Na koniec Markus zdradził nam jak przygotowuje psa do zawodów. Otóż cztery tygodnie przed zawodami zaczyna łączyć poszczególne ćwiczenia w schemat i opóźnia nagradzanie. Czyli najpierw nagradza psa po ćwiczeniu w grupie, później dopiero po pozycjach, następnie po aportach, a na koniec po wysyłaniu naprzód. I tu uwaga dodatkowa - pies nigdy nie pracuje za darmo. Zawsze jest nagrodzony, nawet na zawodach najwyższej rangi, nagroda jest po prostu bardzo przesunięta  w czasie. Dwa tygodnie przed zawodami, Markus zaczyna nagradzać psa za wszystko, nagrody sypią się jak z rękawa. Czysta radość i zabawa. Dodatkowo Markus ćwiczy z psem jedynie skupienie, rozproszenia, motywację i przedłużanie koncentracji. Uważa, że nie ma co ćwiczyć poszczególnych elementów, bo jeśli wystawił psa do zawodów, to pies jest do nich przygotowany, Teraz czas przypomnieć psu, że warto być skoncentrowanym na przewodniku bez względu na rozproszenia. To samo po zawodach. Pierwsze treningi po, to nie czas na odpracowywanie tego, co się nie udało, tylko  na czyste treningi motywacyjne. 



Ostatnie uwagi Markusa dotyczące już bezpośrednio naszej pracy z Nitkiem:
- na obronie - Be silent, be happy - czyli nie wydzieraj się jak potłuczona, wspieraj psa po cichu i puchnij z dumy i radości
- na obronie - wyrób w psie poczucie, że to taka gra, w której chodzi o wygranie rękawa. Dobry pies IPO ma podejście "wygram tę grę, rękaw będzie mój, choćbyś nie wiem co próbował zrobić.". Pies powinien mieć poczucie bezpieczeństwa, czystą głowę i jasne zasady. 
- na posłuszeństwie - pies powinien być nagradzany szybko (do 4 sekund po sygnale nagrody) i fajnie by było, gdyby nagroda następowała w pozycji. Np. nagroda za stój w marszu -> piłka szybuje nad głową psa; nagroda przy warowaniu w marszu -> piłka przelatuje za psa obok jego głowy, by najbardziej efektywnym ruchem był wyrzut ciała w lewo lub prawo z warowania, bez wstawania; nagroda za chodzenie przy nodze -> piłka wydawana psu w pozycji. I tu dodatkowa uwaga: wszystkie niedoskonałości w chodzeniu przy nodze niwelujemy nagradzaniem w dobrym miejscu. Pies nas wyprzedza - nagroda za psem, pies nas nachodzi - nagroda wyrzucana w lewo; pies zwalnia - nagroda wyrzucana do przodu itp. Markus mówi, żeby chodzenie przy nodze zawsze ćwiczyć z pomocnikiem, z którego nie spuszczamy wzroku, a on nie spuszcza wzroku z psa. Pomocnik daje nam sygnał do zwolnienia psa do nagrody i to pomocnik nam mówi, gdzie ta nagroda powinna się znajdować w dzisiejszym treningu. 
- na posłuszeństwie - przenieść koncentrację psa z oczekiwania na nagrodę po usłyszeniu klikera na oczekiwanie na klik. Na początek klikać po chodzeniu przy nodze, a potem naciągać skupienie psa w pozycji przy nodze. W tym celu nagroda musi być podana w pozycji.
- na posłuszeństwie - szanuj swojego psa i nigdy nie proś go o wykonanie czegoś, czego go wcześniej nie nauczyłaś. Jeśli wprowadzasz nowy element (w moim przypadku była to widoczna piłka na ramieniu), nie proś o dostawienie się do nogi, tylko pomóż psu smakołykiem. Pokaż mu, że nowe warunki nie zmieniają starych założeń. Dobrze wyszkolonemu psu wystarczą, dwa, trzy wykonania ćwiczenia z pomocą, by wyrobił nawyk ignorowania nowości. Nigdy nie prosimy psa o coś, czego pies nie zna w 100%. Pies na treningu ma mieć czystą głowę, ma doskonale wiedzieć co dokładnie ma zrobić po usłyszeniu konkretnej komendy. My wprowadzając nową rzecz do treningu, np. nową pozycję nagradzania, wyrzut piłki itp, powinniśmy sobie to przećwiczyć bez psa. Dajmy sobie również szansę na nauczenie się czegoś nowego.



I jeszcze kilka słów o zachowaniu mojego najpiękniejszego Gwiazdora. Nitro był bardzo skupiony, ciężko pracował i bardzo mu się podobało. Markus pochwalił jego emocje w posłuszeństwie, jego chęć do pracy i pozycję przy nodze. Natomiast w obronie pochwalił jego świadomość, że pozoranta aktywuje się szczekiem. Powiedział, że Nitek ma świadomość, że to on musi zapracować na moją uwagę, a nie odwrotnie i to było bardzo miłe. Poza ogólnym wrażeniem tego dnia na placu wydarzyły się trzy piękne rzeczy.

Po pierwsze - Nitro przepięknie zostawał. Na pierwsze wejście wszedł spłoszony liczbą osób siedzących na krzesełkach, głośno gadających, jedzących itp. Zostawiłam go na waruj i odeszłam nie przyjmując pełnej wyprostowanej sylwetki, więc Nitek ruszył za mną niepewnie "Mamo, mamooo, bo ja nie wiem co mam zrobić". Odwróciłam się do niego i ze śmiechem skomentowałam "Synek, no co to tu się stało, co ty to wyprawiasz, no jak to tak". Nitro wskoczył w pozycję, zawarował z impetem (PAC!) i został w warowaniu z pełnym przekonaniem ("Już wiem, wiem doskonale co mam robić. Pracujemy, ci ludzie to tło"). Z trybu pracy nie wyszedł do samego końca. W środku posłuszeństwa zawarowałam go, żeby porozmawiać z Markusem- Nitek leżał kilka minut nie spuszczając wzroku z mej twarzy. Bez rozglądania się, podpatrywania na ludzi, podsikiwania, wąchania trawy itp. Pełne, rozluźnione skupienie. Na obronie pozostawiłam go w znanej pozycji i pies nie miał żadnej wątpliwości co ma robić. Jednak warunki mocno się zmieniły, ludzie zaczęli się żegnać, jakieś dzikie tłumy ruszyły, Nitro dzielnie wytrzymywał, dopóki nie stracił mnie z oczu. To było za dużo, znów niepewnie wstał. Jednak dał się poprawić i wrócić w tryb pracy. Oczywista, gdybym wiedziała, że tak się to potoczy, dałabym psu więcej wsparcia, mnie samą zaskoczyła sytuacja na placu (wszystko widać na filmikach).



Po drugie - Nitro najpiękniej na świecie zignorował wszystkie psy towarzyszące, łącznie z dużym, niekastrowanym maliniakiem, który na niego nawarczał. Nitro mo moim radosnym zaświergoleniu "Ej, chłopaku, chodź, idziemy" wyminął się z tym psem w odległości ok. 1,5 metra, nie nawiązując nawet ponownego kontaktu wzrokowego. Jakby ten pies wyparował, przestał istnieć, bo on teraz jest ze mną i pracuje. Ta sytuacja zdarzyła się trzy razy, raz na placu treningowym i dwa razy na parkingu, kiedy to Nitek na flexi szedł się wysikać. Za każdym razem po moim radosnym przypomnieniu, że halo - jesteśmy tu razem - Nitro rozluźniał mięśnie i ignorował psa całkowicie. Mój boski pies <3.

I trzecia sytuacja, która po prostu wbiła mnie w dumę, nastąpiła na posłuszeństwie. Markus powiedział: "Przywołaj psa do pozycji i rusz przed siebie z prawej nogi". Odpowiedziałam "Jak ruszę z prawej nogi, to mój pies zostanie". Markus zapytał dlaczego, ja odpowiedziałam, że tak został nauczony, na co Markus odparł: "Pokaż". Ja w tym momencie już wiedziałam, że się nie uda. Że na bank Nitro ruszy, ale nie będzie wiedział czy powinien czy nie, więc spuści głowę i zrobi pół kroku i wszystko będzie brzydkie. Bo mam nową piłeczkę, która go trochę wybiła z rytmu, bo jestem zestresowana itp. No ale, teraz już nie mogłam się wycofać. Dziarsko podniosłam głowę i ruszyłam do przodu z prawej nogi. Nitro bez mrugnięcia powieki pozostał wyprostowany w pozycji. Wróciłam do psa i ruszyłam z lewej nogi, Nitro wyprostowany ruszył ze mną. Ach <3. Byłam tak zachwycona, że po raz pierwszy nagrodziłam go prawidłowo - szybko i w pozycji. Jakiż ten pies jest genialny, tego się nie da opisać. 



To by było na tyle. Myślę, że z Markusem spotkamy się jeszcze nie raz, choćbym miała pracować na cztery zmiany, by móc jeździć do niego na treningi. Ten człowiek pokazał mi, że wszystko, w co wierzyłam dotychczas, faktycznie działa i przynosi niesamowite efekty. Pokazał mi też praktyczną stronę wszystkich ćwiczeń. No i udowodnił, że IPO może być pięknym, trudnym, wymagającym sportem, w którym para pies - przewodnik stanowi pełnowartościowy team, oparty na zrozumieniu i szacunku. Dla zainteresowanych zamieszczam filmy z obu częsci seminarium - posłuszeństwo <KLIK> i obrona <KLIK>.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Warsztaty z Craigiem Ogilviem oraz porażka na egzaminie tropieniowym


Na sobotę, 15 kwietnia, udało mi się umówić w dwóch miejscach jednocześnie. Rano umówiona byłam na podejście do egzaminu FPR1 w Cannock, natomiast po południu mieliśmy wziąć udział w warsztatach z Craigiem Ogilviem w Sandbach (odległość między miastami wynosiła ok 80 km, godzina jazdy w sprzyjających warunkach drogowych). Ja nie dam rady? Potrzymaj mi piwo :).

Wstaliśmy raźnie o 5:30, by o 8:00 zameldować się na polach. Tam, nauczeni już cierpliwości przez dwa lata życia w UK, spokojnie czekaliśmy ponad godzinę, aż przyjedzie reszta zawodników wraz z organizatorami i duńskim sędzią. Warunki tropieniowe były idealne. Trawa gęsta i dosyć wysoka (ok 15 - 20 cm), słońce świeciło delikatnie, więc podłoże było bardzo wilgotne, ale nie mokre. Idealne zarówno do tropienia, jak i oznaczania przedmiotów. No lepszych warunków sobie Nitro nie mógł wymarzyć. Psom sprawdzono mikrochipy, porównano je z książeczkami startowymi i zaczęło się ustalanie kolejności wyjść. Wylosowałam numer pierwszy, więc poszłam ułożyć ślad zgodnie z zaleceniami sędziego. Ślad był dosyć długi, w kształcie litery U, z dwoma przedmiotami (w połowie drugiej prostej i na końcu). Sędzie obserwował mnie jak układam ślad i gwizdał na zmiany kierunki i położenie przedmiotu. W tym czasie Tomek przestawił auto z Nitkiem w bagażniku, bym nie musiała daleko iść po psa. Gdy wróciłam do samochodu, mój pies był na granicy paniki, bo myślał, że tata go chciał uprowadzić. Oczy jak pięć złotych i paniczne dyszenie. Ohohoho, niedobrze. Wyciągnęłam psa z auta i od razu nakazałam wyrównanie do nogi. Pole było dosyć duże, w czasie marszu pies się wyraźnie uspokoił i rozluźnił. Zameldowałam się sędziemu, a Nitro koniecznie chciał się przywitać z Gregiem, który pełnił na zawodach rolę komisarza. Na krótkie NIE, Nit odpuścił. Podeszliśmy do znacznika, Nitro wszedł w tryb pracy idealnie. Ze wzrokiem wbitym w znacznik, podał mi obie łapy do przełożenia linki, a potem usiadł skupiony i spokojny. "To będzie dobry dzień" - pomyślałam. Spojrzałam na sędziego i po uzyskaniu sygnału do rozpoczęcia pracy, wesoło podałam komendę WĄCHAJ. Nitro wystrzelił do znacznika, głęboko zaciągnął się zapachem i ruszył jak po sznurku po śladzie. Ja zostałam i czekałam, aż odejdzie ode mnie na odległość 10 metrów, by móc ruszyć. Czekałam spokojna i pewna swojego psa. Nitro węszył. Po ok. 5 metrach nagle podniósł głowę i poszedł w lewo. Na całą długość linki. Tam się zatrzymał, po czym wrócił do mnie do nogi. Ja osłupiałam. Właśnie oblaliśmy egzamin, do którego przygotowywaliśmy się dosyć intensywnie od ostatnich 12 miesięcy. Szybko poszło. Pomyślałam, że skoro zapłaciłam już za ten egzamin, to sobie chociaż ten ślad zrobię, zbierając po drodze swoje przedmioty. Wysłałam psa ponownie. Przez pierwszą prostą musiałam powtórzyć trzykrotnie komendę WĄCHAJ, bo pies podnosił głowę i rozglądał się na boki. Pięknie zrobił załamanie pod kątem prostym, a potem oznaczył przedmiot. Wrócił do tropienia, ale po kilku kolejnych metrach znowu zszedł ze śladu i wrócił do mnie. Głosem nie znoszącym sprzeciwu wydałam ponownie komendę WĄCHAJ i pies znalazł drugie załamanie, a chwilę później zrezygnował z tropienia całkowicie. Usiadł na śladzie i patrzył przed siebie. Siedział tak minutę, a ja stałam i powtarzałam w obu językach "Nie wierzę w to, co widzę. Co tu się do cholery dzieje". W końcu wrócił do mnie, wszedł między moje nogi i położył się na grzbiecie. Zrezygnowana podałam mu komendę SZUKAJ, by odnaleźć przedmiot i w końcu zejść z tego pola. Nitro spojrzał na mnie i.... zaczął intensywnie kopać. Postanowiłam kontynuować ślad sama, by odnaleźć ten cholerny przedmiot. Nitro mnie wyprzedził, znalazł go i oznaczył, a ja mogłam się odmeldować i zejść z pola. Przeprosiłam sędziego za marnowanie jego czasu i wciąż nie dowierzając w to, co się właśnie wydarzyło, poszłam na parking. Nitro szedł przy nodze na kontakcie. Szczęśliwy i przepełniony energią. Mój kochany małżonek powiedział "Nie martw się, tam się właśnie wydarzyło coś tak nieprzewidywalnego, że nie dało się do tego przygotować". Myślałam, myślałam, myślałam i nic nie wymyśliłam. Nie znam przyczyny tego zachowania. Uznaję po prostu, że pies nie był przygotowany do egzaminu i tyle. Nie poddajemy się, ćwiczymy dalej, w przyszłym roku, mam nadzieję, wszystko pójdzie zgoła inaczej. 


Na szczęście nie miałam czasu na załamywanie rąk, bo czekało nas jeszcze przecież seminarium w Sandbach. Prowadzący semi jest pozorantem monjoringu, który skupia się na relacji pomiędzy psem a jego opiekunem, podczas zabawy. Craig poświęcił dekadę swojego życia na zgłębianie tajników zabawy z psem, w marcu tego roku wydał książkę na ten temat. Książkę oczywiście kupiliśmy i jesteśmy w trakcie czytania. Warsztaty trwały dwie godziny. Na początku Craig przedstawił siebie i swoją teorię zabawy. Potem wychodziliśmy na kilkuminutowe sesje indywidualne. Każdy pies miał dwie sesje intensywnej zabawy. Nitro bawił się warcząc tak, że całą hala drżała. Bawił się najpierw z Craigiem, potem ze mną. Bez strachu, zaangażowany na 100%, koniecznie chcący wygrać, mocno angażując swoją masę, siłowo postanawiając przewrócić Craiga, a przynajmniej go nastraszyć. Hmmmm, wyglądał naprawdę fajnie. Potem Craig tłumaczył, że bawiąc się z dużym psem, należy pozwolić mu się trochę pociągnąć, by nie naprężać jego odcinka szyjnego kręgosłupa. Wtedy podjęłam decyzję. Zbiorę trochę kasy i zapytam Craiga czy organizuje również treningi bardziej IPOwe. 


niedziela, 19 lutego 2017

Obediencowe Zawody BCOS, 18-02-2017

 

Cóż to były za emocje! Ach, jak bardzo się cieszę, że wdzieliśmy z Nitkiem udział w zawodach organizowanych przez British Competitive Obedience Society. BCOS to organizacja, która stawia na dobrą relację pomiędzy psem a przewodnikiem. Oceniana jest oczywiście precyzja i szybkość wykonywania komend, entuzjazm i wszystko to, co normalnie jest oceniane podczas takich zawodów. Jednak tutaj to ta magiczna więź pomiędzy człowiekiem, a jego psem ma znaczenie nadzwyczajne. Ponieważ jesteśmy z Nitrem na początku naszej drogi w angielskim obidjensie, wzięliśmy udział w klasie najniższej, czyli pre-beginner. 

Z domu wyruszyliśmy o godz 5:45, by o 8:30 zameldować się w Peterborough. Oczywista po doliczeniu przerw na kawę, potem kanapki i jeszcze odsikanie psa, czas przybycia na miejsce przesunął się na 9:00. Nitro został w aucie, a my poszliśmy poszukać naszego ringu. W hali było kilkaset osób, kilkadziesiąt psów, około dziesięciu stoisk handlowych i sześć ringów oddzielonych od siebie białym sznurkiem. Na wszystkich ringach odbywały się występy poszczególnych zawodników. Sześć psów w tym samym czasie wykonywało różne ćwiczenia na ringach oddzielonych sznurkiem! Do wykonywanych ćwiczeń należało np. aportowanie lub.... zabawa szarpakiem. Pomiędzy ringami, na swoją kolej, oczekiwało kolejne kilkadziesiąt poddenerwowanych, rozgrzewanych przez swoich właścicieli gryzakami, szczekających psów. Po piętnastu minutach w tym rozgardiaszu zwątpiłam i poważnie zastanowiłam się, czy nie spakować psa i po prostu stamtąd nie uciec. Odhaczyłam się na liście startowej, pobrałam karteczkę z numerkiem (129) i poszłam po psa, jako że wchodziliśmy na ring jako dwunasta para (z pięćdziesięciu siedmiu). Wydawało mi się, że zaczniemy swój występ w ciągu dwudziestu minut. Nie doceniłam Anglików. W poczekalni spędziliśmy prawie dwie godziny. Nitro w tym czasie spalał się nieustannie warcząc i namierzając kolejne ofiary. Nie zaatakował nikogo, ale też byłam szczególnie czujna. Gdy wchodziliśmy na ring, obydwoje byliśmy wykończeni. 



Dawno już się niczym tak nie stresowałam, na szczęście po przekroczeniu linii ringu, liczył się już tylko Nitro i cały stres ze mnie spłynął. Udało mi się przekonać siebie i swojego psa, że to tak naprawdę tylko kolejny trening w dużych rozproszeniach. Nitro dał z siebie wszystko, całe sto procent swojej Nitrowej osoby. Kilkanaście razy nie wytrzymał i zerwał kontakt, by rzucić okiem na psa na ringu obok, ale sekundę później już był ze mną. To wszystko było dla niego bardzo, bardzo trudne. Ale dał radę, byłam z niego strasznie dumna. Myślę, że jeszcze kilka takich zawodów i  już żadne rozproszenia nie będą w stanie wybić Nitka z rytmu. Nie do przecenienia w takich zawodach jest to, że w klasie początkującej można psa nagradzać w ringu przed, po i pomiędzy ćwiczeniami. Takie oceniane zawody treningowe. Genialna rzecz. Łącznie zdobyliśmy 54,5 punkta na 60 możliwych, co niestety nie wystarczyło do zakwalifikowania się do Wielkiego Finału, który odbywał się w niedzielę. A szkoda. Ale po kolei.



Ćwiczenie pierwsze - Heel on lead (chodzenie przy nodze na smyczy), pkty 14/15. Nasze najlepiej wykonane ćwiczenie. Chodzenie przy nodze było dla nas czytelne, bo zwroty odbywały się pod kątem prostym. Dwa zwroty w prawo, obrót (Powinien być przez prawe ramię, ale tego nie umiemy, więc postanowiłam zrobić przez lewe. Gdybym nie miała psa na smyczy, pokusiłabym się o niemiecką zmianę, a tak bałam się, ze zaplączemy się w linkę) i dwa w lewo. Nitro wszedł na ring trochę rozkojarzony rozgardiaszem panującym w poczekalni, ale ładnie wszedł w  tryb pracy. Jego niepewność widać w skokach na komendę "Jak skaczą maliniaki?". Skacze trochę na pół gwizdka. Po wykonaniu pełnego ćwiczenia Nitro był z siebie zadowolony, wiedział, że mu dobrze poszło, więc był w stanie poddać się zabawie z całą energią, jaka w nim drzemała. Bardzo ładnie się przeciągał zabawką, nawet chętnie wskoczył na mnie łapami i podał mi gryzako-piłkę do dalszej zabawy. Po usłyszeniu komendy natychmiast przestał się nią interesować i wrócił do trybu pracy. <3

Ćwiczenie drugie - Recall (przywołanie), pkty 13,5/15. Tutaj ja się nie popisałam. Nitek bardzo ładnie ruszył przy nodze, by się ustawić na pozycji. Ja jednak zamiast wejść w rolę i udawać, że ćwiczenie się już rozpoczęło, byłam w totalnym rozluźnieniu, co zmieszało mojego psa. Nie wiedział, w którą stronę się obrócimy i się pogubił. To spowodowało jego lekkie rozkojarzenie i niepewność co do dalszych kroków. Nitu jest bardzo wrażliwy i jeśli coś mu się nie uda, bardzo wybija go to z rytmu. Pracujemy nad tym, by szybciej przechodził do porządku dziennego nad porażkami, ale póki co, jedna pomyłka pociąga za sobą kolejne. Na szczęście już bez wyraźnego spadku emocjonalnego. Ponieważ widziałam co się dzieje z moim psem, powtórzyłam komendę SIAD. Niepotrzebnie. Nitro zasugerował się, że to komenda do ruszenia, bo przecież zostaje się bez komendy. Mogłam też poczekać te dwie, trzy sekundy, aż komenda utrwali się w jego umyśle, a nie ruszyć od razu. Nitek ruszył ze mną. Poprawiłam go w pozycji i poszłam na miejsce do przywołania. Mój zestresowany pies rzucił okiem na ring obok, a tam...... pani wyrzucała koziołek do aportu. Nitrowi nawet do głowy nie przyszło ruszenie po ten koziołek, natychmiast wrócił do ćwiczenia. Przynajmniej ciałem, bo nie myślami. Gdy tylko pies popatrzył na mnie wydałam komendę do przywołania. Znów błąd. Wiedziałam, że był rozkojarzony, mogłam dać mu więcej czasu na skupienie. W momencie wydawania komendy, pies w ringu obok został wysłany do podjęcia aportu. Ten jeden rzut oka wystarczył, by Nitu nie usłyszał, co mówię. Powtórzyłam komendę w momencie jego wracania do trybu pracy, usłyszał, przybiegł. Minimalnie krzywo usiadł, ale pięknie i prosto dostawił się do nogi (a to najważniejsze). Nagrodziłam psa gotowaną wołowinką. Emocje u nas obojga już z powrotem były na odpowiednim poziomie, zapięcie psa na smycz spowodowało jego spokojne i aktywne oczekiwanie na dalszy ciąg treningu. Po odpięciu smyczy przetarłam zaśliniony rottweilerzy pysk (jeden malutki błąd i dwa spojrzenia na boki, dwa oblizania oraz tona śliny na pysku) i poprosiłam o pokazanie jak skaczą maliniaki. Tym razem Nit skakał bardzo entuzjastycznie i wysoko, na 150%.



Ćwiczenie trzecie - Heel free (chodzenie przy nodze na smyczy), pkty 18/20. We wszystkich wykonanych ćwiczeniach, Nitro idealnie odnalazł pozycję przy nodze. Nie inaczej było tym razem. Niestety tutaj już powoli widać zmęczenie psychiczne mojego showowego rottweilerka. Chodzenie stało się nierówne, kontakt urywany, pies bardzo chciał, ale już powoli nie dawał rady. Bardzo dzielnie z tym zmęczeniem walczył. Chodzenie przy nodze bez linki odbywało się po okręgu w obu kierunkach. W takiej figurze dopiero widać jak dobrze pies trzyma się nogi i jak bardzo reaguje na niewielkie zmiany kierunku przewodnika. U nas to kompletnie leży, bo w IPO-wym świecie (jak i europejskim obediencowym) wszystkie zwroty odbywają się pod kątem 90 lub 180 stopni. Zaczęliśmy od okręgu w prawo, wersji łatwiejszej dla psa. Wyszło jak wyszło, słabo technicznie. Po pierwszym okręgu nagrodziłam psa jedynie socjalnie i szybko z powrotem skupiłam na sobie w siadzie (dobry patent na zmęczonego psa). Powtórzyłam kilka ćwiczeń na skupienie. Nitro je lubi, są łatwe i bardzo dobrze mu znane. Nagrodzone jedzeniem. W końcu ruszyliśmy po okręgu w lewo. To dużo trudniejsza opcja, bo poprzez nasze niedociągnięcia techniczne, nachodziłam na psa, gasząc jego entuzjazm. Na szczęście rottweileru doskonale już sobie radzi z moimi niezgrabnymi ruchami i pomimo, że popychanie go powodowało spadek emocji, to bardzo szybko się poprawiał, bo wiedział, że przecież wszystko jest w porządku. Koniec ćwiczenia nagrodziliśmy długą i intensywną zabawą gryzakiem i zeszliśmy z ringu.

Wrażenie ogólne. W zawodach oceniano jeszcze: Desire & Drive (popędy i chęć do pracy), pkty: 4/5 oraz Teamwork & Overall Partnership (praca zespołowa i ogólne partnerstwo), pkty 5/5. Po wychwaleniu Nitra pod niebiosa, chciałabym pochwalić też siebie. Po pierwsze za doskonałe skupienie się na psie i tylko na psie. Po drugie za nie panikowanie po porażce, tylko wsparcie psa uśmiechem i autentyczne odczucie, że nic się nie stało. Po trzecie za naturalną pozycję podczas chodzenia (brak syndromu odstającej, sztywnej lewej ręki). Po czwarte za słuchanie komend Stewarda. Nareszcie to ogarnęłam. Po piąte i ostatnie za Double T (podwójne T), czyli Tits and Teeth (cycki i zęby) -> wyprostowana sylwetka i uśmiech. Dobra robota Mada. Dobra robota Nitro. Po zejściu z ringu poszliśmy do stoiska z zabawkami i kupiliśmy ogromną pluszową piłkę. Nitro był usatysfakcjonowany.

Oto film z zawodów - KLIK. Można oglądać w wersji HD.

piątek, 3 lutego 2017

Weekend treningowy z Jenny Gould, 31/01 - 01/02/2017


Ponieważ liczba miejsc na to seminarium była bardzo ograniczona, organizatorka zaproponowała wszystkim uczestnikom wybór jednego dnia, w którym będą pracowali z psami. Drugiego dnia mogli przyjechać jako obserwatorzy. Ja wybrałam niedzielę, bo w sobotę pojechaliśmy z Nitrem na regularny trening z Clicketricks. Następnym razem przyjadę na cały weekend. To seminarium było dla mnie trochę symboliczne. Dwa lata temu, kilka tygodni po moim przyjeździe do UK, udało mi się wkręcić na trening z Jenny jako obserwator. Bardzo mi się podobało, choć nie wszystko rozumiałam. Pojechałam tam głównie dla nawiązania kontaktów w psim świecie. Poznałam Corinne, która trenuje IPO ze swoją maliną Chascą. To ona dała mi namiar na Clickertricks. Napisałam obszernego maila do Markety (szefowej Clickertricks) i dostałam odpowiedź odmowną, nie mieli wtedy miejsc, terenu i ochoty na przyjmowanie nowych członków. Z braku laku postanowiłam sprawdzić jak nam pójdzie trening Working Trials, Dog Divingu i wciągnęłam się na rok w świat Agility. Po roku Marketa odezwała się do mnie ponownie, zapraszając na semi z Alem Bunyanem, reszta już jest wszystkim znana. Ale wracając do treningu z Jenny sprzed dwóch lat. Bardzo trudno było mi się na niego dostać, napisałam dziesiątki maili, prosiłam kilka osób, łatwo nie było. Obiecałam sobie wtedy, że na następny trening z Jenny pojadę już z psem. Dwa lata później, dostałam maila z zaproszeniem na weekend szkoleniowy, zaproponowano mi miejsce jeszcze przed otworzeniem zgłoszeń. Niesamowite uczucie. Tyle udało nam się z Nitrem osiągnąć przez te dwa lata, tyle kontaktów nawiązać, zaczynając praktycznie bez niczego. Bez znajomości, bez języka (bo ten mój zaawansowany poziom angielskiego w Polsce, okazał się poziomem bardzo podstawowym w UK). Wszystko wychodziliśmy, wytrenowaliśmy, mieliśmy jasny cel i ciężko na niego pracowaliśmy, więc udało nam się osiągnąć to, co zaplanowaliśmy. Że się tak górnolotnie wyrażę :).

Wracając do seminarium, Jenny ma bardzo fajne poczucie humoru, jest osobą bardzo energiczną, rzutką, głośno się śmiejącą, taką, jak lubię. Postanowiłam zwrócić się do niej o poradę: jak poprawić nasze zwroty w ruchu (Nitu wypracował niejako nad-zwroty, czyli  zakręca dupką bardziej niż jest to konieczne), jak poprawić nasz niemiecki zwrot (pies jest zbyt daleko ode mnie podczas zawracania) oraz jak umocnić trzymanie aportu (Nitro nie podgryza i nie żuje, ale trzyma aport delikatnie, więc jak podnosi głowę przy przywołaniu, aport przesuwa mu się w paszczy na tylne zęby). Obydwa wejścia praktycznie przegadałyśmy, na 20 minut było 20 minut konwersacji i w czasie dodatkowym 2 minuty treningu. Dobrze, że już rozumiem prawie wszystko po angielsku :). Zaczęliśmy od zwrotów. Jenny powiedziała, że w musimy zacząć ćwiczyć nie zwroty pod kątem 90 stopni, tylko najpierw chodzenie w kole czy owalu, potem fale, aż do delikatnego chodzenia tropem węża, co jest podobno dla psa najtrudniejsze. Mamy wymyślać tysiące kombinacji i bawić się chodzeniem przy nodze, by pies nauczył się nas czytać przez cały czas, i dostosowywać swoje ciało do naszego ruchu, a nie na pamięć wykonywać ostre zwroty w lewo. Dodatkowo Jenny zwróciła uwagę na nauczenie psa odczytywania delikatnych wskazówek, które powinnam mu dawać podczas chodzenia przy nodze. Należy myśleć o zwrocie tuż przed nim. Wtedy człowiek mimowolnie pochyla się w stronę, w którą będzie skręcać, jak motor na zakręcie. Spróbowaliśmy, Nitro był kompletnie pogubiony, nie potrafił w ogóle dostosować się do delikatnych zakrętów. Do przećwiczenia w formie zabawy. Zdecydowanie. Plan na poniższym zdjęciu.


Druga sprawa, zwrot niemiecki. Do przećwiczenia tegoż muszę zwolnić (oczywista oczywistość, o której jak zwykle zapomniałam) i nagradzać psa po zwrocie z ręki, nie piłką. Jenny uważa, że pies nagradzany wyrzutem zabawki, instynktownie robi duży łuk, żeby być gotowym do biegu. Nie wiem czy to kwestia dobrego nagradzania czy zwolnienia tempa, ale obydwa wykonane na seminarium zwroty, Nitro zrobił idealnie :). Jeśli chodzi o trzymanie aportu, Jenny zaproponowała odejście od koziołka formalnego i przećwiczenie pozycji z uniesioną głową (prezentowania aportu po powrocie) z rzeczami trudnymi do utrzymania. Przećwiczyliśmy trzymanie na plastikowych kubkach, gumowych wężach, sznurkiem z kilkoma plastikowymi wisiorkami na nim itp. Chodzi o przedmioty łatwo wypadające z pyska psa, jeśli nie będzie ich porządnie trzymał. Podobno to się przeniesie na nieruchome trzymanie koziołka. Zobaczymy ;)

Mam oczywiście kilka zapisków również z tej części semi, w której uczestniczyłam w roli obserwatora. Otóż, jeśli ćwiczymy z młodym psem lub uczymy psa czegoś nowego, powinniśmy ćwiczyć tylko jedną rzecz podczas jednej sesji. Np. siadu. Wtedy pies nie skupia się nad tym, jaką pozycję ma przyjąć (bo to wie, jeśli tylko to ćwiczymy), ale skupia się na idealnej pozycji lub prędkości, jednym słowem dąży do perfekcji znanego ćwiczenia. Warto nauczyć psa zatrzymania w ruchu w pozycji stojącej, by uczył się czytania naszego ciała. Ponieważ w IPO, gdy przewodnik staje, pies powinien usiąść, można rozróżnić pozycję stojącą przewodnika. Pozycja podstawowa - człowiek na baczność, pies siedzi. Pozycja z lewą nogą w wykroku (człowiek zatrzymany w pół ruchu, pies stoi). Jedno motto Jenny strasznie mi się spodobało: "Jeśli prosisz psa o więcej, nagródź go lepiej" (If you ask more from the dog, remember to reward more). Ważne! I ostatnia porada nie dla mnie, ale dla przewodnika psa nadaktywnego (lub młodego po prostu): Daj psu możliwość swobodnego biegania na treningu. Nie nagradzaj za samowolny powrót do przewodnika. Pozwól psu się nudzić. Nagradzaj (na początku bardzo intensywnie) każde przybiegnięcie na zawołanie, potem znów zwolnij psa. Budujesz w ten sposób idealne przywołanie i wyrobienie w psu nawyku wyczekiwania na przywołanie do pracy. (Uwaga, może nie dotyczyć rottweilerów, które się w swoim własnym towarzystwie nigdy nie nudzą :P).



Jeszcze chciałam powiedzieć kilka słów na temat zachowanie Niteczka w czasie tego seminarium. Niesamowicie fajne jest posiadanie psa, który pracuje bardzo równo, jest zaangażowany w ćwiczenia, spokojny i zmotywowany. Fajnie jest być pewnym zachowania swojego psa i skupiać się jedynie na problemie zgłoszonym do przepracowania. Daje to nieznany mi dotąd komfort :). Nitro leżał i czekał na swoją kolej, kiedy Jenny tłumaczyła mi teorię. I było to leżenie aktywne, tzn. cały czas wyczekiwał kiedy w końcu zaczniemy pracować. Na moje słowo rozpoczynające pracę skakał z radości. Pracował pięknie, wzbudzając ogólny zachwyt (nie tylko mój :)). Cztery osoby pytały skąd jest, z jakiej hodowli, ile ma lat i czy jest po rodzicach pracujących. Taki mały gwiazdorek mi wyrósł. W samochodzie grzecznie czekał na swoją kolej, a i na wybiegu nie wdał się w żadną awanturę z psem. Jednym słowem, czteroletni Nitro to psi ideał seminaryjny. 

Skrótowy film z seminarium. <KLIK> Jeszcze chciałam się pochwalić <3. Podobno jak zeszłam już z Nitrem i poszłam go odprowadzić do samochodu, to Jenny powiedziała, że jestem bardzo dobrym przewodnikiem ze świetnym timingiem i wyczuciem perfekcyjnego nagradzania swojego psa. Takie słowa uznania przez taką osobę! Rozpłynęłam się ze szczęścia.

Pełne filmy z seminarium - wejście pierwsze i wejście drugie. Tylko dla zawziętych :).


sobota, 3 grudnia 2016

IPO seminarium z Honzą Kunclem, 26-27/11/2016


Ostatni weekend spędziliśmy na seminarium z czeskim pozorantem, Honzą Kunclem. Honza zachwycił mnie swoją pracą i pełnym zrozumieniem psich potrzeb. Po raz pierwszy pracowałam z kimś, kto o moim psie wiedział więcej niż ja i potrafił dać mu dokładnie to, czego ten pies potrzebował. Po raz pierwszy w życiu widziałam Nitra, który walczył z pozorantem z pełnym zaangażowaniem, pewnie i radośnie na tyle, że po wygraniu rękawa, próbował go wcisnąć z powrotem pozorantowi w rękę. Po raz pierwszy mieliśmy rękaw w samochodzie po każdym zejściu z placu. Honza jest bardzo klarowny i czytelny dla psa, jest piekielnie szybki, ale przede wszystkim ma w sobie to coś. Coś, co powoduje, że psy uwielbiają się z nim mierzyć. 



W sobotę, na pierwszym wejściu Honza głównie sprawdzał nasze psy. Oszczekanie, ucieczka, gryzienie na lince. Na drugim wejściu głównie ucieczki. Następnego dnia jednak miał już dokładny plan na każdego psa uczestniczącego w seminarium. Nitro dostał kilka markowanych ataków, które jednak nie kończyły się ugryzieniem rękawa. Sfrustrowany lepiej gryzie. Ma pełny chwyt, ale przede wszystkim stara się zatrzymać pozoranta i odebrać mu rękaw z całych sił. Pod koniec dnia Honza nagradzał tylko dobre chwyty. Słabe wybicie psa kończyło się odsunięciem pozoranta. Po pierwszym przewróceniu się na plecy, wkurzony Nitro zerwał się i poprawił chwyt. Niedostatecznie szybko jednak, pozorant znów umknął. Nitro w miejscu zawrócił i zawisł na rękawie. Wkurzony, ale spełniony. Nawet przez moment się nie zawahał, nie przyszła mu do głowy myśl o rezygnacji. Schodził z placu zmęczony, ale dumny z siebie. A ja z nim. 



Taka pewność siebie i samodzielność zaowocowały tym, że mój pies zapomniał totalnie o mojej obecności na placu. Przestał na mnie zwracać uwagę. Pół nocy z soboty na niedzielę spędziłam na myśleniu, jak odzyskać kontrolę nad psem, nie wchodząc z nim w konflikt. W niedzielę przypominałam mu o sobie prosząc o przyjęciu pozycji siad lub waruj, zanim zwalniałam go do pozoranta. Nitro nie miał z tym żadnych problemów. Wprowadzanie zasad w gryzieniu wzbudziło jego konsternację, ale przyjął to naturalnie, bez mrugnięcia okiem. Ten pies jest po prostu fenomenalny. Już nie mogę się doczekać na następne semi :).

Film z semi.