niedziela, 19 lutego 2017

Obediencowe Zawody BCOS, 18-02-2016

 

Cóż to były za emocje! Ach, jak bardzo się cieszę, że wdzieliśmy z Nitkiem udział w zawodach organizowanych przez British Competitive Obedience Society. BCOS to organizacja, która stawia na dobrą relację pomiędzy psem a przewodnikiem. Oceniana jest oczywiście precyzja i szybkość wykonywania komend, entuzjazm i wszystko to, co normalnie jest oceniane podczas takich zawodów. Jednak tutaj to ta magiczna więź pomiędzy człowiekiem, a jego psem ma znaczenie nadzwyczajne. Ponieważ jesteśmy z Nitrem na początku naszej drogi w angielskim obidjensie, wzięliśmy udział w klasie najniższej, czyli pre-beginner. 

Z domu wyruszyliśmy o godz 5:45, by o 8:30 zameldować się w Peterborough. Oczywista po doliczeniu przerw na kawę, potem kanapki i jeszcze odsikanie psa, czas przybycia na miejsce przesunął się na 9:00. Nitro został w aucie, a my poszliśmy poszukać naszego ringu. W hali było kilkaset osób, kilkadziesiąt psów, około dziesięciu stoisk handlowych i sześć ringów oddzielonych od siebie białym sznurkiem. Na wszystkich ringach odbywały się występy poszczególnych zawodników. Sześć psów w tym samym czasie wykonywało różne ćwiczenia na ringach oddzielonych sznurkiem! Do wykonywanych ćwiczeń należało np. aportowanie lub.... zabawa szarpakiem. Pomiędzy ringami, na swoją kolej, oczekiwało kolejne kilkadziesiąt poddenerwowanych, rozgrzewanych przez swoich właścicieli gryzakami, szczekających psów. Po piętnastu minutach w tym rozgardiaszu zwątpiłam i poważnie zastanowiłam się, czy nie spakować psa i po prostu stamtąd nie uciec. Odhaczyłam się na liście startowej, pobrałam karteczkę z numerkiem (129) i poszłam po psa, jako że wchodziliśmy na ring jako dwunasta para (z pięćdziesięciu siedmiu). Wydawało mi się, że zaczniemy swój występ w ciągu dwudziestu minut. Nie doceniłam Anglików. W poczekalni spędziliśmy prawie dwie godziny. Nitro w tym czasie spalał się nieustannie warcząc i namierzając kolejne ofiary. Nie zaatakował nikogo, ale też byłam szczególnie czujna. Gdy wchodziliśmy na ring, obydwoje byliśmy wykończeni. 



Dawno już się niczym tak nie stresowałam, na szczęście po przekroczeniu linii ringu, liczył się już tylko Nitro i cały stres ze mnie spłynął. Udało mi się przekonać siebie i swojego psa, że to tak naprawdę tylko kolejny trening w dużych rozproszeniach. Nitro dał z siebie wszystko, całe sto procent swojej Nitrowej osoby. Kilkanaście razy nie wytrzymał i zerwał kontakt, by rzucić okiem na psa na ringu obok, ale sekundę później już był ze mną. To wszystko było dla niego bardzo, bardzo trudne. Ale dał radę, byłam z niego strasznie dumna. Myślę, że jeszcze kilka takich zawodów i  już żadne rozproszenia nie będą w stanie wybić Nitka z rytmu. Nie do przecenienia w takich zawodach jest to, że w klasie początkującej można psa nagradzać w ringu przed, po i pomiędzy ćwiczeniami. Takie oceniane zawody treningowe. Genialna rzecz. Łącznie zdobyliśmy 54,5 punkta na 60 możliwych, co niestety nie wystarczyło do zakwalifikowania się do Wielkiego Finału, który odbywał się w niedzielę. A szkoda. Ale po kolei.



Ćwiczenie pierwsze - Heel on lead (chodzenie przy nodze na smyczy), pkty 14/15. Nasze najlepiej wykonane ćwiczenie. Chodzenie przy nodze było dla nas czytelne, bo zwroty odbywały się pod kątem prostym. Dwa zwroty w prawo, obrót (Powinien być przez prawe ramię, ale tego nie umiemy, więc postanowiłam zrobić przez lewe. Gdybym nie miała psa na smyczy, pokusiłabym się o niemiecką zmianę, a tak bałam się, ze zaplączemy się w linkę) i dwa w lewo. Nitro wszedł na ring trochę rozkojarzony rozgardiaszem panującym w poczekalni, ale ładnie wszedł w  tryb pracy. Jego niepewność widać w skokach na komendę "Jak skaczą maliniaki?". Skacze trochę na pół gwizdka. Po wykonaniu pełnego ćwiczenia Nitro był z siebie zadowolony, wiedział, że mu dobrze poszło, więc był w stanie poddać się zabawie z całą energią, jaka w nim drzemała. Bardzo ładnie się przeciągał zabawką, nawet chętnie wskoczył na mnie łapami i podał mi gryzako-piłkę do dalszej zabawy. Po usłyszeniu komendy natychmiast przestał się nią interesować i wrócił do trybu pracy. <3

Ćwiczenie drugie - Recall (przywołanie), pkty 13,5/15. Tutaj ja się nie popisałam. Nitek bardzo ładnie ruszył przy nodze, by się ustawić na pozycji. Ja jednak zamiast wejść w rolę i udawać, że ćwiczenie się już rozpoczęło, byłam w totalnym rozluźnieniu, co zmieszało mojego psa. Nie wiedział, w którą stronę się obrócimy i się pogubił. To spowodowało jego lekkie rozkojarzenie i niepewność co do dalszych kroków. Nitu jest bardzo wrażliwy i jeśli coś mu się nie uda, bardzo wybija go to z rytmu. Pracujemy nad tym, by szybciej przechodził do porządku dziennego nad porażkami, ale póki co, jedna pomyłka pociąga za sobą kolejne. Na szczęście już bez wyraźnego spadku emocjonalnego. Ponieważ widziałam co się dzieje z moim psem, powtórzyłam komendę SIAD. Niepotrzebnie. Nitro zasugerował się, że to komenda do ruszenia, bo przecież zostaje się bez komendy. Mogłam też poczekać te dwie, trzy sekundy, aż komenda utrwali się w jego umyśle, a nie ruszyć od razu. Nitek ruszył ze mną. Poprawiłam go w pozycji i poszłam na miejsce do przywołania. Mój zestresowany pies rzucił okiem na ring obok, a tam...... pani wyrzucała koziołek do aportu. Nitrowi nawet do głowy nie przyszło ruszenie po ten koziołek, natychmiast wrócił do ćwiczenia. Przynajmniej ciałem, bo nie myślami. Gdy tylko pies popatrzył na mnie wydałam komendę do przywołania. Znów błąd. Wiedziałam, że był rozkojarzony, mogłam dać mu więcej czasu na skupienie. W momencie wydawania komendy, pies w ringu obok został wysłany do podjęcia aportu. Ten jeden rzut oka wystarczył, by Nitu nie usłyszał, co mówię. Powtórzyłam komendę w momencie jego wracania do trybu pracy, usłyszał, przybiegł. Minimalnie krzywo usiadł, ale pięknie i prosto dostawił się do nogi (a to najważniejsze). Nagrodziłam psa gotowaną wołowinką. Emocje u nas obojga już z powrotem były na odpowiednim poziomie, zapięcie psa na smycz spowodowało jego spokojne i aktywne oczekiwanie na dalszy ciąg treningu. Po odpięciu smyczy przetarłam zaśliniony rottweilerzy pysk (jeden malutki błąd i dwa spojrzenia na boki, dwa oblizania oraz tona śliny na pysku) i poprosiłam o pokazanie jak skaczą maliniaki. Tym razem Nit skakał bardzo entuzjastycznie i wysoko, na 150%.



Ćwiczenie trzecie - Heel free (chodzenie przy nodze na smyczy), pkty 18/20. We wszystkich wykonanych ćwiczeniach, Nitro idealnie odnalazł pozycję przy nodze. Nie inaczej było tym razem. Niestety tutaj już powoli widać zmęczenie psychiczne mojego showowego rottweilerka. Chodzenie stało się nierówne, kontakt urywany, pies bardzo chciał, ale już powoli nie dawał rady. Bardzo dzielnie z tym zmęczeniem walczył. Chodzenie przy nodze bez linki odbywało się po okręgu w obu kierunkach. W takiej figurze dopiero widać jak dobrze pies trzyma się nogi i jak bardzo reaguje na niewielkie zmiany kierunku przewodnika. U nas to kompletnie leży, bo w IPO-wym świecie (jak i europejskim obediencowym) wszystkie zwroty odbywają się pod kątem 90 lub 180 stopni. Zaczęliśmy od okręgu w prawo, wersji łatwiejszej dla psa. Wyszło jak wyszło, słabo technicznie. Po pierwszym okręgu nagrodziłam psa jedynie socjalnie i szybko z powrotem skupiłam na sobie w siadzie (dobry patent na zmęczonego psa). Powtórzyłam kilka ćwiczeń na skupienie. Nitro je lubi, są łatwe i bardzo dobrze mu znane. Nagrodzone jedzeniem. W końcu ruszyliśmy po okręgu w lewo. To dużo trudniejsza opcja, bo poprzez nasze niedociągnięcia techniczne, nachodziłam na psa, gasząc jego entuzjazm. Na szczęście rottweileru doskonale już sobie radzi z moimi niezgrabnymi ruchami i pomimo, że popychanie go powodowało spadek emocji, to bardzo szybko się poprawiał, bo wiedział, że przecież wszystko jest w porządku. Koniec ćwiczenia nagrodziliśmy długą i intensywną zabawą gryzakiem i zeszliśmy z ringu.

Wrażenie ogólne. W zawodach oceniano jeszcze: Desire & Drive (popędy i chęć do pracy), pkty: 4/5 oraz Teamwork & Overall Partnership (praca zespołowa i ogólne partnerstwo), pkty 5/5. Po wychwaleniu Nitra pod niebiosa, chciałabym pochwalić też siebie. Po pierwsze za doskonałe skupienie się na psie i tylko na psie. Po drugie za nie panikowanie po porażce, tylko wsparcie psa uśmiechem i autentyczne odczucie, że nic się nie stało. Po trzecie za naturalną pozycję podczas chodzenia (brak syndromu odstającej, sztywnej lewej ręki). Po czwarte za słuchanie komend Stewarda. Nareszcie to ogarnęłam. Po piąte i ostatnie za Double T (podwójne T), czyli Tits and Teeth (cycki i zęby) -> wyprostowana sylwetka i uśmiech. Dobra robota Mada. Dobra robota Nitro. Po zejściu z ringu poszliśmy do stoiska z zabawkami i kupiliśmy ogromną pluszową piłkę. Nitro był usatysfakcjonowany.

Oto film z zawodów - KLIK. Można oglądać w wersji HD.

5 komentarzy:

  1. Fantastycznie razem wyglądaliście, patrzenie na Was to prawdziwa przyjemność. To że byłaś tam po prostu cała z Nitrem i dla niego ... <3
    Ps. Nie zwalniałaś w wiadomych momentach!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Was i bardzo kibicuje! Szacun!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję i dalej trzymam za Was kciuki <3

    OdpowiedzUsuń