wtorek, 17 października 2017

Semi z Markusem Mohrem

 

W słoneczną, październikową niedzielę w naszym klubie odbyło się seminarium prowadzone przez Markusa Mohra, trenera austriackiego klubu H S T C. Byłam na wielu semi, oglądałam pracę wielu trenerów i nigdy nie byłam bezkrytycznie nastawiona do prezentowanych przez nich metod pracy, tym razem wymiękłam. Zostałam absolutnym fanem Markusa. Na semi oczywiście wybraliśmy się z Nitrem, aczkolwiek więcej wyniosłam jako obserwator tym razem. 

Markus przyjechał do UK na organizowaną w Birmingham Working Dogs Conference, a dzień po niej zawitał do nas. Przyjechał ze swoją żoną - Lydią (również trenerem w HSTC) oraz przyjacielem - tłumaczem Paco. Markus szkoli psy jedynie motywacyjnie/pozytywnie, nie używa elektryki, kolców, ani innych metod awersyjnych. Uważa, że dobrze wyszkolony pies nie potrzebuje korekt. Jeśli pies popełni błąd, trzeba nad tym przejść do porządku dziennego, bo każdy popełnia błędy. Jeśli natomiast pies powtarza błąd, to znaczy, że nie jest wystarczająco dobrze nauczony danego zachowania. Wtedy, należy obniżyć wszelkie emocje i przepracować problem, cofając się do poprzedniego etapu. Psy Markusa noszą szerokie obroże poza placem i łańcuszek treningowy na placu. Komendy mają wydawane ostrym tonem, dosyć głośno, w języku stworzonym do wydawania poleceń, czyli po niemiecku. Od początku szkoli swoje psy spalając miskę, psy jedzą na śladzie lub ćwiczeniach posłuszeństwa, ale nie zgadza się na głodzenie psów. Każdy jego podopieczny ma możliwość codziennego zapracowania na pełną miskę. Markus uważa, że głodny pies, abstrahując od moralnej strony tego problemu, pracuje ze złych pobudek. A to jest kluczowe przy wszystkich egzaminach, zawodach itp. Pies nie może się bać, że zdechnie z głodu, bo to włącza instynkt przetrwania, a wyłącza mózg. Psy w klubie HSTC zaczynają pracę w wieku kilku tygodni, zaraz po odebraniu ich z hodowli. Uczą się tropienia, poszczególnych ćwiczeń z posłuszeństwa oraz całego schematu obrony bez pozoranta. W wieku 6 miesięcy, po wymianie zębów mlecznych na stałe wychodzą na jeden trening z pozorantem, na którym sprawdzany jest ich popęd, czy mają genetycznie przekazane predyspozycje do tego sportu. Jeśli wszystko jest w porządku, psy ćwiczą dalej bez pozoranta. Markus nie zaczyna pracy z pozorantem, dopóki pies nie jest nauczony bezbłędnie całego schematu części C. Nie ma sensu wprowadzanie nowych ćwiczeń psu, który pracuje na podwyższonych emocjach. Pies najpierw musi się nauczyć, potem wyrobić w sobie nawyk, a dopiero później wprowadzane są rozproszenia i inne trudności w pracy. Markus uczy swoje psy całego schematu do IPO-3 bez pozoranta z rękawem, nagradzając psy piłką. Podstawową zasadą w jego treningu jest równowaga między rękawem, piłką, a jedzeniem. Dobrze wyszkolony pies jednakowo pragnie wszystkich tych nagród. Nie czuje się zawiedziony, gdy za konwój tylny, zostaje nagrodzony piłką lub kawałkiem mięsa. Ale po kolei.



Markus uważa, że zarówno PUŚĆ musi być bezkonfliktowe, jak i oszczekanie w rewirze. Dlatego całego ćwiczenia rewirowania wraz  oszczekaniem uczy za pomocą elektronicznej wyrzutni do piłek. Na początek wiesza wyrzutnię do piłek na dachu namiotu nr 6, podchodzi tam z psem i na jego oczach wrzuca piłkę do wyrzutni. Potem przewodnik staje obok psa i nie spuszczając oczu z wyrzutni, cierpliwie czeka. Pies będzie chciał dostać się do piłki na różne sposoby, aż osiągnie taki stan frustracji, że zacznie szczekać. Pierwszy szczek nagrodzony jest natychmiast wyrzutem piłki. Ważne w tym ćwiczeniu, by przewodnik wpatrywał się w wyrzutnię, by pies, gdy poszuka pomocy u przewodnika zauważył, że tamten wgapia się w wyrzutnię jak w boga. Bo tam jest odpowiedź na wszystkie psie bolączki. Wyrzutnia jest absolutnie bezkonfliktowa, nie ma zmiennych nastrojów, nie przeraża psa rozmiarami, nie daje się zastraszyć, reaguje tylko i wyłącznie na oszczekanie. Powoli, przewodnik wycofuje się po jednym kroku, aż osiągnie regulaminową odległość od namiotu. Oczywiście wszystkie kroki podyktowane są komfortem psa w tym ćwiczeniu, jeśli pies traci pewność siebie, przewodnik wraca do etapu poprzedniego, by służyć psu wsparciem. Gdy już opanujemy odległość, wracamy do bliskiego kontaktu z psem i zaczynamy wprowadzać kąty wysłania do rewiru. Powoli oddalamy się coraz bardziej, aż będziemy wysyłać psa z regulaminowej odległości. Potem wracamy do namiotu i zaczynamy uczyć psa odwołania od oszczekania z nagrodą w ręku. I tak pies jest raz nagradzany przez maszynę w rewirze, a raz przez przewodnika po odwołaniu od namiotu. Docelowo wyrzutnia piłek znajduje się w każdym namiocie, pies powinien obiec pięć namiotów, a w szóstym dopiero zrobić oszczekanie. Jeśli jednak do któregoś z pośrednich namiotów pies pobiegnie wyjątkowo szybko i chcemy go nagrodzić, to mamy szansę, wystarczy wcisnąć guzik w pilocie i piłka trafia do psiego pyska. Na każdym etapie wyszkolenia naszego psa, niespodziewanie możemy go nagrodzić za super wykonanie dawno nauczonego ćwiczenia. Oszczekania człowieka uczymy zupełnie osobno, poza namiotem, poza schematem obrony. Potem zaczynamy nakładać człowieka na oszczekanie wyrzutni piłek w namiocie. Człowiek w tym namiocie stoi, ale nie wchodzi z psem w żadne relacje. Pies wciąż jest nagradzany z wyrzutni. Potem obok człowieka znajduje się rękaw na ziemi, nagradzanie wciąż to samo, na koniec w namiocie stoi w pełni ubrany pozorant z rękawem, ale to wszystko wciąż jest tło do wyrzutni. Finalnie likwidujemy wyrzutnię, a pozorant przejmuje rolę wyrzucania piłki psu. Pies nigdy nie dostaje rękawa do ugryzienia w namiocie.



Po rewirze z oszczekaniem, wyprowadzamy psa na miejsce do ćwiczenia ucieczki. Do tego również nie używamy pozoranta. Wypracowujemy z psem schemat, nagradzając wysłaniem psa do przodu - tam, gdzie docelowo będzie uciekał pozorant, a na razie jest to kierunek, w którym leci piłka wystrzelona z wyrzutni w momencie wypowiedzenia komendy przez przewodnika. Tym sposobem ćwiczymy wszystko, co chcemy, spokojne chodzenie przy nodze, spokojne oczekiwanie na komendę oraz błyskawiczny bieg. 



Do trenowania konwoju tylnego i bocznego będzie potrzebny nam drugi człowiek z widoczną piłką, do której psa wysyłamy albo... nie. Bo naszemu psu jest obojętnie czy zostanie nagrodzony piłką widoczną w ręku pomocnika czy wyjętą z kieszeni przez nas. Jak już pies doskonale zna schemat konwoju, ubieramy pozoranta w rękaw i nadal nagradzamy psa piłką. Przy konwoju bocznym prowadzimy pozoranta ubranego w pełny strój z rękawem, który pod prawą pachą ma piłkę i to nią nagradza. To uczy naszego psa nie spuszczania wzroku z pozoranta bez jednoczesnego wychodzenia do przodu i uporczywego zaglądania w stronę rękawa. Dodatkowo do ćwiczeń, kiedy pies ma być przy nodze przewodnika ze wzrokiem wbitym w pozoranta, Markus uczy swoje psy ciągłego  fizycznego kontaktu z nogą przewodnika. Przewodnik robi krok w przód, tył, w bok, a pies przesuwa się wraz z nim, bo stara się cały czas opierać o nogę swojego człowieka. To gwarantuje po pierwsze doskonałą pozycję psa przy nodze podczas konwojów, a po drugie doskonałą reakcję psa na wszelkie zmiany pozycji przewodnika. Dodatkowo, jako bonus, pies może otrzymać delikatną pomoc od przewodnika, kiedy jednocześnie z komendą następuje lekki ruch naszej nogi w stronę psa. Markus tak wysyła swoje psy do długiego ataku. Nie trzyma psów za obrożę na początku ćwiczenia, tylko wydaje komendę do opierania się o nogę. I tak pies spokojnie może obserwować poczynania pozoranta bez rozdzielania uwagi pomiędzy krzyki pozoranta a komendę wydaną przez przewodnika, bo poczuje ją fizycznie. Najbardziej czytelna ze wszystkich wskazówek. 



Na koniec Markus zdradził nam jak przygotowuje psa do zawodów. Otóż cztery tygodnie przed zawodami zaczyna łączyć poszczególne ćwiczenia w schemat i opóźnia nagradzanie. Czyli najpierw nagradza psa po ćwiczeniu w grupie, później dopiero po pozycjach, następnie po aportach, a na koniec po wysyłaniu naprzód. I tu uwaga dodatkowa - pies nigdy nie pracuje za darmo. Zawsze jest nagrodzony, nawet na zawodach najwyższej rangi, nagroda jest po prostu bardzo przesunięta  w czasie. Dwa tygodnie przed zawodami, Markus zaczyna nagradzać psa za wszystko, nagrody sypią się jak z rękawa. Czysta radość i zabawa. Dodatkowo Markus ćwiczy z psem jedynie skupienie, rozproszenia, motywację i przedłużanie koncentracji. Uważa, że nie ma co ćwiczyć poszczególnych elementów, bo jeśli wystawił psa do zawodów, to pies jest do nich przygotowany, Teraz czas przypomnieć psu, że warto być skoncentrowanym na przewodniku bez względu na rozproszenia. To samo po zawodach. Pierwsze treningi po, to nie czas na odpracowywanie tego, co się nie udało, tylko  na czyste treningi motywacyjne. 



Ostatnie uwagi Markusa dotyczące już bezpośrednio naszej pracy z Nitkiem:
- na obronie - Be silent, be happy - czyli nie wydzieraj się jak potłuczona, wspieraj psa po cichu i puchnij z dumy i radości
- na obronie - wyrób w psie poczucie, że to taka gra, w której chodzi o wygranie rękawa. Dobry pies IPO ma podejście "wygram tę grę, rękaw będzie mój, choćbyś nie wiem co próbował zrobić.". Pies powinien mieć poczucie bezpieczeństwa, czystą głowę i jasne zasady. 
- na posłuszeństwie - pies powinien być nagradzany szybko (do 4 sekund po sygnale nagrody) i fajnie by było, gdyby nagroda następowała w pozycji. Np. nagroda za stój w marszu -> piłka szybuje nad głową psa; nagroda przy warowaniu w marszu -> piłka przelatuje za psa obok jego głowy, by najbardziej efektywnym ruchem był wyrzut ciała w lewo lub prawo z warowania, bez wstawania; nagroda za chodzenie przy nodze -> piłka wydawana psu w pozycji. I tu dodatkowa uwaga: wszystkie niedoskonałości w chodzeniu przy nodze niwelujemy nagradzaniem w dobrym miejscu. Pies nas wyprzedza - nagroda za psem, pies nas nachodzi - nagroda wyrzucana w lewo; pies zwalnia - nagroda wyrzucana do przodu itp. Markus mówi, żeby chodzenie przy nodze zawsze ćwiczyć z pomocnikiem, z którego nie spuszczamy wzroku, a on nie spuszcza wzroku z psa. Pomocnik daje nam sygnał do zwolnienia psa do nagrody i to pomocnik nam mówi, gdzie ta nagroda powinna się znajdować w dzisiejszym treningu. 
- na posłuszeństwie - przenieść koncentrację psa z oczekiwania na nagrodę po usłyszeniu klikera na oczekiwanie na klik. Na początek klikać po chodzeniu przy nodze, a potem naciągać skupienie psa w pozycji przy nodze. W tym celu nagroda musi być podana w pozycji.
- na posłuszeństwie - szanuj swojego psa i nigdy nie proś go o wykonanie czegoś, czego go wcześniej nie nauczyłaś. Jeśli wprowadzasz nowy element (w moim przypadku była to widoczna piłka na ramieniu), nie proś o dostawienie się do nogi, tylko pomóż psu smakołykiem. Pokaż mu, że nowe warunki nie zmieniają starych założeń. Dobrze wyszkolonemu psu wystarczą, dwa, trzy wykonania ćwiczenia z pomocą, by wyrobił nawyk ignorowania nowości. Nigdy nie prosimy psa o coś, czego pies nie zna w 100%. Pies na treningu ma mieć czystą głowę, ma doskonale wiedzieć co dokładnie ma zrobić po usłyszeniu konkretnej komendy. My wprowadzając nową rzecz do treningu, np. nową pozycję nagradzania, wyrzut piłki itp, powinniśmy sobie to przećwiczyć bez psa. Dajmy sobie również szansę na nauczenie się czegoś nowego.



I jeszcze kilka słów o zachowaniu mojego najpiękniejszego Gwiazdora. Nitro był bardzo skupiony, ciężko pracował i bardzo mu się podobało. Markus pochwalił jego emocje w posłuszeństwie, jego chęć do pracy i pozycję przy nodze. Natomiast w obronie pochwalił jego świadomość, że pozoranta aktywuje się szczekiem. Powiedział, że Nitek ma świadomość, że to on musi zapracować na moją uwagę, a nie odwrotnie i to było bardzo miłe. Poza ogólnym wrażeniem tego dnia na placu wydarzyły się trzy piękne rzeczy.

Po pierwsze - Nitro przepięknie zostawał. Na pierwsze wejście wszedł spłoszony liczbą osób siedzących na krzesełkach, głośno gadających, jedzących itp. Zostawiłam go na waruj i odeszłam nie przyjmując pełnej wyprostowanej sylwetki, więc Nitek ruszył za mną niepewnie "Mamo, mamooo, bo ja nie wiem co mam zrobić". Odwróciłam się do niego i ze śmiechem skomentowałam "Synek, no co to tu się stało, co ty to wyprawiasz, no jak to tak". Nitro wskoczył w pozycję, zawarował z impetem (PAC!) i został w warowaniu z pełnym przekonaniem ("Już wiem, wiem doskonale co mam robić. Pracujemy, ci ludzie to tło"). Z trybu pracy nie wyszedł do samego końca. W środku posłuszeństwa zawarowałam go, żeby porozmawiać z Markusem- Nitek leżał kilka minut nie spuszczając wzroku z mej twarzy. Bez rozglądania się, podpatrywania na ludzi, podsikiwania, wąchania trawy itp. Pełne, rozluźnione skupienie. Na obronie pozostawiłam go w znanej pozycji i pies nie miał żadnej wątpliwości co ma robić. Jednak warunki mocno się zmieniły, ludzie zaczęli się żegnać, jakieś dzikie tłumy ruszyły, Nitro dzielnie wytrzymywał, dopóki nie stracił mnie z oczu. To było za dużo, znów niepewnie wstał. Jednak dał się poprawić i wrócić w tryb pracy. Oczywista, gdybym wiedziała, że tak się to potoczy, dałabym psu więcej wsparcia, mnie samą zaskoczyła sytuacja na placu (wszystko widać na filmikach).



Po drugie - Nitro najpiękniej na świecie zignorował wszystkie psy towarzyszące, łącznie z dużym, niekastrowanym maliniakiem, który na niego nawarczał. Nitro mo moim radosnym zaświergoleniu "Ej, chłopaku, chodź, idziemy" wyminął się z tym psem w odległości ok. 1,5 metra, nie nawiązując nawet ponownego kontaktu wzrokowego. Jakby ten pies wyparował, przestał istnieć, bo on teraz jest ze mną i pracuje. Ta sytuacja zdarzyła się trzy razy, raz na placu treningowym i dwa razy na parkingu, kiedy to Nitek na flexi szedł się wysikać. Za każdym razem po moim radosnym przypomnieniu, że halo - jesteśmy tu razem - Nitro rozluźniał mięśnie i ignorował psa całkowicie. Mój boski pies <3.

I trzecia sytuacja, która po prostu wbiła mnie w dumę, nastąpiła na posłuszeństwie. Markus powiedział: "Przywołaj psa do pozycji i rusz przed siebie z prawej nogi". Odpowiedziałam "Jak ruszę z prawej nogi, to mój pies zostanie". Markus zapytał dlaczego, ja odpowiedziałam, że tak został nauczony, na co Markus odparł: "Pokaż". Ja w tym momencie już wiedziałam, że się nie uda. Że na bank Nitro ruszy, ale nie będzie wiedział czy powinien czy nie, więc spuści głowę i zrobi pół kroku i wszystko będzie brzydkie. Bo mam nową piłeczkę, która go trochę wybiła z rytmu, bo jestem zestresowana itp. No ale, teraz już nie mogłam się wycofać. Dziarsko podniosłam głowę i ruszyłam do przodu z prawej nogi. Nitro bez mrugnięcia powieki pozostał wyprostowany w pozycji. Wróciłam do psa i ruszyłam z lewej nogi, Nitro wyprostowany ruszył ze mną. Ach <3. Byłam tak zachwycona, że po raz pierwszy nagrodziłam go prawidłowo - szybko i w pozycji. Jakiż ten pies jest genialny, tego się nie da opisać. 



To by było na tyle. Myślę, że z Markusem spotkamy się jeszcze nie raz, choćbym miała pracować na cztery zmiany, by móc jeździć do niego na treningi. Ten człowiek pokazał mi, że wszystko, w co wierzyłam dotychczas, faktycznie działa i przynosi niesamowite efekty. Pokazał mi też praktyczną stronę wszystkich ćwiczeń. No i udowodnił, że IPO może być pięknym, trudnym, wymagającym sportem, w którym para pies - przewodnik stanowi pełnowartościowy team, oparty na zrozumieniu i szacunku. Dla zainteresowanych zamieszczam filmy z obu częsci seminarium - posłuszeństwo <KLIK> i obrona <KLIK>.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz